(Nie)Tłusty Czwartek



Nadszedł ten dzień. Zapach ciepłych pączków opanował całe miasto. Firma sponsoruje dzisiaj furę pączków dla każdego. Z dżemem, z budyniem, z czekoladą. Z czymkolwiek się Wam zamarzy. A ja... Jak zwykle na diecie! Koszmar. Zamiast rozpływać się w ciepłym, mięciutkim pączuszku z wypływającym nadzieniem, zjadłam jabłko. Popiję je jeszcze kawą na pocieszenie. 

Od kiedy pamiętam, zawsze jestem na jakiejś diecie. Jedna gorsza od drugiej z małymi przerwami na "zdrowe odżywianie" albo na poddawanie się pokusom. Już jak miałam jakieś 12 lat babcia przetestowała na mnie dietę kopenhaską. Moje obrzydzenie do szpinaku trwało po niej jakieś 10 lat. Nie obyło się bez diety Dukana i Montignaca. W przypływie głupoty żyłam nawet kiedyś na samej wodzie z cytryną (plus odrobina syropu klonowego i pieprzu cayenne) przez calusieńki miesiąc. Zawsze co se schudłam, to se przytyłam. Kiedy w końcu posypała mi się tarczyca, ciśnienie wzrosło, a cukier podskoczył do górnej granicy, postawiłam na ZDROWIE. I tak przez rok, na siłowni i ze szczegółowym jadłospisem na każdy dzień, schudłam 20 kg. Mogłoby być lepiej, ale wychodzę z założenia, że nie będę żyła w więzieniu i od czasu do czasu coś grzesznego mi się należy. 

Teraz z kolei  testuję dietę hCG. Tak, tak, wiem, że kontrowersyjna itd., itp. Ale co mi tam! Jestem pod kontrolą lekarza, więc wszelkie skutki uboczne nie są mi straszne. Po 13 dniach schudłam 7 kg. Przede mną jeszcze 4 tygodnie. 

Wierzę, że nadejdzie kiedyś taki dzień, kiedy nie będę na diecie. Zjem wtedy tonę pączków!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz